Ogórki

Lipiec. Czerwcowe upały przeszły do historii, nastało normalne deszczowate lato.
Od kiedy pamiętam, ten czas nazywano „sezonem ogórkowym”,  a określenie to obejmowało wszystkie sfery życia.
Jako że ogórki pojawiają się na stołach w przeróżnych formach – od mdławej mizerii, poprzez pożywną zupę, aż po pikantne korniszonki – to i sezon ogórkowy objawić potrafi mnogość smaków i wartości odżywczych.


Co wydarzyło się pierwszego lipca, opowiem na samym końcu wpisu, tłumacząc jednocześnie przyjęcie odwrotnego szyku czasowego.

Przedtem jednak wspomnę pokrótce o tem, co było potem, chociaż tak naprawdę dzieje się nieustannie od pewnego czasu.
Mam na myśli haniebną agresję propagandową partii i rządu przeciwko Gdańskowi i jego mieszkańcom.
Haniebną tym bardziej, że w pierwszym szeregu harcują funkcjonariusze stąd się wywodzący, a z woli „suwerena” obsadzeni na ważnych odcinkach frontu ideologicznego.


  1. Wakacje letnie są tradycyjnie czasem eksplozji wydarzeń kulturalnych, z których niektóre stanowią emanację chałturnictwa okazyjnego, zaś inne – okazję dla zaprezentowania prawdziwej sztuki prawdziwej publiczności, czasowo uwolnionej od trudów bytowania pozawakacyjnego. Tu należałoby rozpocząć wymienianie tego, co zapadło nam w pamięć, jak:
    – olsztyńskiej  wystawy instalacji Marii Milewicz, 
    – gdańskich koncertów starych pieśni irlandzkich w bazylice Mariackiej, interpretowanych przez ensamble pod wodzą Mai Wiśniewskiej, czy
    – uroczych produkcji kameralistyki hiszpańskiej w oliwskiej Dolinie Radości, 
    – najwyższej klasy pokazów o charakterze quasi cyrkowym w ramach festiwalu teatrów ulicznych Feta,
    – nowych murali na stacji kolei metropolitalnej, przedstawiających kobiety „Solidarności” (tej prawdziwej),
    – okraszonej dobrym koncertem jazzowym prezentacji wyczynu Wojtka F. – zdobycia Korony Ziemi

    – znakomitych prezentacji malarstwa bliskowschodnich artystów w Pałacu Opatów w Oliwie,
    – koncertów w ramach „Festiwalu Legend Rocka” w Dolinie Charlotty,
    – filmowych projekcji na dachu Teatru Szekspirowskiego,
    oraz setki wszelakich imprez, których zwyczajnie nie sposób „obskoczyć” –
    to właśnie kulturalne lato.
  2.  Obóz wielorodzinny nad jeziorem Gołuń, o którym wspominam każdego lipca lub sierpnia, a który co roku cieszy się rosnącą wraz z przyrostem naturalnym liczbą uczestników

A teraz o  pierwszym dniu lipca: w cyklicznych spotkaniach literacko – konsumpcyjnych u Anki P. zagościły  „Dzienniki” Gombrowicza, dzieło o powalających walorach poznawczo – językowych, które muszą skłonić każdego adepta pióra czy klawiatury do głębokiej refleksji nad sensem swoich poczynań w branży pisarskiej. Taka refleksja pojawiła się także u mnie, stąd postanowienie o przeniesieniu wzmianki pierwszolipcowej na koniec miesiąca, żeby wcześniej cokolwiek Czytelnikom przekazać.
Gombrowiczowe mocowanie się z talią dylematów myślącego inteligenta, w dodatku emigranta, stającego wobec zakorzenionych paradygmatów polskości, którym przeciwstawia paradygmat humanizmu.
Krótko mówiąc – zestaw indywidualnych cech jednostek, kształtujących społeczeństwo w modelu będącym wypadkową tych cech i aspiracji ich nosicieli, w kontrze do zastąpienia sumy rozumów – nie do końca rozumnemu podporządkowaniu tych rozumów ideom narzucanym przez interesownych krzewicieli.
Czytając wypocone powyżej zdanie, utwierdzam się w przekonaniu, że po Gombrowiczu nie powinno się próbować pisać o tak poważnych sprawach tym bardziej, że jego ogląd problemów jest w pełni aktualny mimo przypadającego właśnie półwiecza opuszczenia przezeń ziemskiego padołu.
Oddaję zatem pole Mistrzowi, wyjmując z „Dziennika”  jeden z niezliczonych godnych cytowania akapitów:

„…czy, gdyby wam powiedziano, że aby pozostać Polakami musicie zrezygnować z części tej waszej ludzkiej wartości, to znaczy, że będziecie mogli być Polakami tylko pod warunkiem iż staniecie się gorsi, jako ludzie – nieco mniej zdolni, mniej rozumni, mniej szlachetni – czy zgodzilibyście się na takie poświęcenie dla utrzymania Polski?
Ci z was, których nauczono umierać odpowiedzą twierdząco.
Jednakże przygniatająca większość odpowie, że taki dylemat nie może w ogóle powstać, gdyż Polska jest nieodzownym warunkiem tych cnót, a Polak bez Polski nie może być pełnym człowiekiem.
Ale taką odpowiedź nazwę eskapizmem w najklasyczniejszym stylu, oto tu ją macie tę odpowiedź tchórza, który boi się rzeczywistości.
Gdyż wartości, o których mowa, mają charakter absolutny i nie mogą być uzależnione od niczego – ten kto mówi, że tylko Polska może zapewnić mu rozum lub szlachetność rezygnuje z własnego rozumu, z własnej szlachetności.”

 

Niełatwo czytać, przemyśliwać i wyciągać wnioski z takich tekstów, ale próbować należy.
Po powrocie z różnych wodnych eskapad spróbuję, mimo zasygnalizowanych wyżej wątpliwości, podzielić się kolejnymi wrażeniami, wracając do motywów Północnego Sąsiedztwa.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *