[Ciek – ogólne określenie wszelkiego rodzaju wód powierzchniowych liniowych, płynących pod wpływem siły ciężkości… Pojęcie cieku należy łączyć z płynącą wodą i korytem przez nią wyżłobionym.] (pl.wikipedia.org)
Przypominam tę prostą (zaś podstawową dla osób zawodowo związanych z hydrotechniką, o których jeszcze wspomnę) definicję, bo dalej będzie trochę o rzekach, które są naturalnymi ciekami. Będzie więc ciekawie.

Pilnowany przez dwóch dostojnych apostołów krzyż zdobi portal nad wejściem do kościoła w miejscowości Raczki. Zalecane jest uważne wczytanie się w inskrypcję umieszczoną na poprzecznicy owego krzyża.
Co zaś do Raczek, to leżą one na słynącej rzekami Suwalszczyźnie, raju kajakarzy.
Jedna z najbardziej malowniczych rzek Suwalszczyzny nosi wdzięczną (i wciągającą!) nazwę: Marycha. Płynąc nią trafia się na trójstyk granic (Polska-Litwa-Białoruś), a więc okolicę, w której ostatnimi czasy dzieją się rzeczy, delikatnie mówiąc, niemiłe.
Wspominam Marychę, bo w ostatnim roku wyznaczyła wschodni kres wakacyjnych włóczęg. Zachodni zaś sięgnął ujścia innej znanej europejskiej rzeki – Sekwany.

Rzut oka na mapę pozwala przypomnieć sobie, że dolny bieg Sekwany, oraz jej ujście do Kanału La Manche leżą w Normandii, północno – zachodnim regionie Francji.
Dotarcie do tej krainy z Gdańska (i paru innych miejsc w Polsce) jest proste i tanie, dzięki połączeniom lotniczym do Beauvais (skądinąd partnerskiego miasta Tczewa).
Beauvais jest miejscowością jest dość pechową, bo jak wiele innych w tym rejonie Francji ucierpiała mocno w czasie alianckiej ofensywy w 1944 roku.
Przede wszystkim jednak ma wątpliwy zaszczyt posiadania gotyckiej katedry, która w zamyśle inicjatora jej budowy miała przyćmić liczną już wówczas (połowa XIII wieku) na terenie Francji konkurencję, jednak wobec błędów konstrukcyjnych stała się odwiecznym, cyklicznie ulegającym katastrofom, problemem.
Dziś ogromna bryła trzyma się kupy jedynie dzięki szpecącym ją systemom drewnianych i stalowych wzmocnień.



Imponujące gotyckie katedry to jeden ze znaków firmowych północnej części Francji; oczywiście nie brak ich także w Normandii.
Znawcy historii architektury wskazują na istotny etap przejściowy między przysadzistym stylem romańskim, a znacznie lżejszym, strzelistym i obficie doświetlającym wnętrza świątyń gotykiem, mianowicie na styl normandzki.
Jego przykłady można zaobserwować we fragmentach imponujących zespołów klasztornych, jak:
– benedyktyńskie opactwo Mont Saint Michel, budowane przez wieki na wystającej z morza skale.
Po rewolucji francuskiej zsekularyzowane i zamienione na więzienie, ale od pewnego czasu przywrócone częściowo do pierwotnej funkcji, z dodaniem dominującego elementu komercyjnego.




Monumentalna główna świątynia opactwa (naturalnie pod wezwaniem Notre Dame), konsekrowana w 1067 roku w obecności Wilhelma Zdobywcy, który na tę okoliczność zawiesił na krótko zdobywanie Anglii.
– benedyktyńskie opactwo Jumieges, budowane przez wieki w malowniczym zakolu Sekwany.
Po rewolucji francuskiej zsekularyzowane i sprzedane jako rezerwuar budulca, który szczęśliwie nie został jednak całkowicie wyeksploatowany; mury okazały się na tyle solidne, że przetrwały próby ich wysadzenia.
Wilhelm Zdobywca (panujący w latach 1035-1087) był siódmym z kolei księciem Normandii, prapra……wnukiem Rolfa (Rollona), półlegendarnego Wikinga, znanego szerokiej publiczności z telewizyjnych seriali.

Rollon, ów szef – zabijaka, na czele swych skandynawskich pobratymców – zbójów, nękał leżące nad Sekwaną ziemie Królestwa Franków Zachodnich. Oblegał też w latach osiemdziesiątych IX wieku Paryż, do którego, jak pamiętamy, blisko trzysta lat wcześniej przeniósł stolicę z Tournai władca frankijski Chlodwig.
Wikińskie (lub normańskie – stąd Normandia) najazdy, czy raczej: napływy, były w owym czasie jednym z głównych czynników kształtujących dzieje Europy (stanowiąc, według prywatnej, dość często przypominanej klasyfikacji tego blogu, trzecie ze “skandynawskich falowań”, po zlodowaceniach i wędrówkach Gotów).
Wspomniany wyżej Rollon na tyle dawał się miejscowym we znaki, że w 911 roku król Karol Prostak zdecydował się oddać najeźdźcom w lenno ziemie w dolnym biegu Sekwany, oczekując od nich przyjęcia katolicyzmu, jak też ochrony królestwa przed kolejnymi falami wikingów.

Tym sposobem na mapach pojawiło się Księstwo Normandii ze stolicą w Rouen, zaś budzący postrach Normanowie zaczęli być nazywani Normandami i budzić postrach w Europie już nie jako rozbójnicy, lecz jako szlachetni rycerze (chociaż część z nich zajęła się gospodarką, wykazując tu talenty do dziś właściwe Skandynawom).
Pociągnięcie Karola Prostaka (poddane zapewne ogniowi krytyki ze strony opozycji wołającej, że dopuszcza osiedlanie się na frankijskiej ziemi nie-prawdziwych Franków i nie-prawdziwych katolików) okazało się finalnie korzystne dla obu stron.
Pozwala to na konstatację, że czasem nawet Karolom Prostakom może zdarzyć się epizod historyczny godny męża stanu i zasłużonych wtedy owacji: “Karol, Karol!”.
Jeśli ktoś z Czytelników odczytał powyższe zdanie jako, być może, wtręt dotyczący spraw znad innego europejskiego cieku – Wisły, to raczej nadinterpretowuje, bo my ciągle nad Sekwaną.
Jak zatem wspomniano, Rouen stało się stolicą Księstwa Normandii (a nieco później także miastem partnerskim Wejherowa, z obu przyczyn bardzo zyskując na znaczeniu:).
Posiada imponującą, solidnie zbudowaną (w przeciwieństwie do tej w Beauvais) katedrę, w której wnętrzu znajdują się między innymi sarkofagi wspomnianego wyżej Rollona, oraz Lwiego Serca Króla Ryszarda (pozostałe części ciała tego władcy – zawadiaki pochowano w innych miejscach).

Wspaniałe fasady katedry w Rouen stały się inspiracją dla impresjonistycznych impresji Clauda Moneta, jednego z najważniejszych impresjonistów w dziejach impresjonizmu.>>>


Rollon i Ryszard Lwie Serce są wyobrażeni w całości, ale Ryszardowy sarkofag kryje właśnie tylko jego serce.

Okrzepnąwszy nieco na swoich nowych włościach, zabrali się Normandowie za to, co im zawsze najlepiej wychodziło, czyli za wojaczkę.
Prali się i na przemian sprzymierzali z kim się dało w bliższej i dalszej okolicy, często także w rodzinach, bogacąc wszakże dość szybko swoją nową ojczyznę Normandię, ale też summa summarum – Francję.
Najefektowniejszym wyczynem było podbicie w 1066 roku Anglii przez wspomnianego wcześniej Wilhelma Zdobywcę, wskutek czego znalazła się ona pod wspólnym berłem z Normandią.
Wrażenie robią też dokonania Normandów na południu Europy, gdzie będąc początkowo najemnikami w lokalnych konfliktach, potrafili w niedługim czasie zawładnąć Sycylią i południem Włoch.
Historia pamięta również ich spektakularne dokonania militarne w trakcie wypraw krzyżowych, podczas gdy ich mniej wojowniczy ziomkowie doskonalili sztukę budowy katedr bliżej domu; czas średniowiecznego wzmożenia religijnego objawił się wśród Normandów szczególnie intensywnie, jak to zwykle bywa wśród neofitów.
Dzieje dzieją się nieprzerwanie, dokonując najdziwniejszych wolt, my jednak zróbmy krótką przerwę w próbach nadążania za ich biegiem.

Tak Claude Monet widział z okna swojej sypialni w Giverny założony i pielęgnowany przez siebie wspaniały ogród. W domu jest teraz muzeum impresjonizmu, w którym odkrywa się choćby nie wszystkim znane, japońskie inspiracje tego kierunku w sztuce.

To jeden z fantastycznych przykładów obrazowania rzeczywistości przez impresjonistów – widok fragmentu sfotografowanego obok ogrodu w rezydencji Moneta w Giverny.

Tradycyjne użytkowe budownictwo normandzkie bazowało, podobnie jak wszędzie, na dostępnych lokalnych materiałach, pozwalających uzyskać najmniejszym kosztem optymalny komfort.
A że tamtejsza kombinacja takich parametrów sprawiała przy okazji frajdę wizualną, to zrozumiałym się staje, że takie miejsca jak wspomniane wyżej Rouen, Giverny, czy też urokliwy nadmorski porcik Honfleur, lub klify Etretat, stały się obiektem natchnienia twórców impresjonizmu, nurtu bazującego na utrwalaniu impresji autora właśnie, sumy jego indywidualnych wrażeń i odczuć z oglądu (a w przypadku muzyki – z osłuchu) interesującego go obiektu.




Odetchnąwszy nieco w artystycznej atmosferze, wspomnijmy jeszcze pokrótce o paru ważnych epizodach z rejonu ujścia Sekwany, oraz innych cieków.
Było wcześniej trochę o podboju Anglii przez Normandów; kilkadziesiąt lat później sytuacja się odwróciła i wskutek kombinacji dynastyczno – militarnych to sąsiedzi zza kanału La Manche zapanowali na pewien czas nad Normandią, z mocnym postanowieniem podporządkowania sobie całej Francji.
Przejściowym tego akcentem było między innymi panowanie Ryszarda Lwie Serce, który oprócz pozostawienia w katedrze w Rouen wspomnianego podrobu, pobudował nieopodal malowniczy, obecnie zrujnowany, zamek Chateau Gaillard.




Krótka wizyta w Rouen nie mogłaby zostać uznana za zaliczoną bez wzmianki o kolejnej ikonicznej postaci z francuskiej historii i postawienia stopy w miejscu, gdzie spotkał ją okrutny koniec.
Mowa oczywiście o Dziewicy Orleańskiej – Joannie d’Arc , której niezwykła charyzma, odwaga, wyczucie sytuacyjne, no i niewątpliwie autentyczna wiara w nadprzyrodzoną proweniencję misyjnego natchnienia, pozwoliły odmienić na korzyść Francji losy wojny stuletniej, będącej kontynuacją wspomnianych wyżej angielskich wysiłków, zmierzających do solidnego usadowienia się po kontynentalnej stronie kanału La Manche.
Joanna nie doczekała pomyślnego końca wojny; najeźdźcy zdążyli doprowadzić do jej egzekucji na stosie w Rouen właśnie, w 1431 roku.
Od ponad pięćdziesięciu lat w miejscu dramatu stoi poświęcony Joannie, kontrowersyjny architektonicznie kościół, którego najbardziej interesującym akcentem są szesnastowieczne witraże, ocalone ze zniszczonego w 1944 roku pobliskiego kościoła św. Wincentego.

Sekwana, dzięki sprzyjającym naturalnym warunkom, oraz wspomagającym je zabiegom hydrotechnicznym, jest dostępna dla jednostek morskich (znacznie większych niż wikińskie drakkary), które są w stanie dopływać do leżącego daleko od ujścia rzeki portu w Rouen.

Port ten widział w swojej historii niejedno; ciekawym epizodem w jego dziejach było odprawienie w 1885 roku statku “Isere” z unikalnym ładunkiem – w kilkuset wielkich skrzyniach wieziono bowiem do Nowego Jorku elementy Statuy Wolności.


Konstrukcja monumentu, zaprojektowana przez Eiffel’a, oraz cała procedura montażu w Paryżu, demontażu do transportu, przewiezienia przez Atlantyk z ujścia Sekwany do ujścia kolejnego cieku w tym tekście, mianowicie rzeki Hudson, oraz finalne zmontowanie na specjalnie uformowanej wysepce – było to przedsięwzięcie stanowiące dar Francji dla Stanów Zjednoczonych, mające symbolizować i upamiętniać wspólne dla obu krajów korzenie demokracji, tkwiące w ideach oświeceniowych, francuskiej rewolucji i amerykańskim usamodzielnieniu się pod koniec XVIII wieku.
Brzmi to nieco pompatycznie, ale – w dużym uproszczeniu – prawdziwie, bo USA od czasu postawienia statuy jawiły się jako ostoja wartości, którą ma ona uosabiać.
Najlepszy tego przykład znajdujemy również w Normandii: na panoramie plaży w Arromanches można dopatrzeć się wystających tu i ówdzie z morza pozostałości niezwykłej budowli hydrotechnicznej – sztucznego portu zbudowanego w błyskawicznym tempie na potrzeby lądowania alianckich sił inwazyjnych w 1944 roku. Trzonem tych sił były, jak wiadomo, wojska amerykańskie.


Świetna ekspozycja w miejscowym muzeum pozwala dokładnie poznać imponującą koncepcję i sposób realizacji portu “Mulberry”, którego elementy sprefabrykowano w Anglii i przeholowano przez kanał La Manche.
Pasjonujące nie tylko dla hydrotechników!
Kilka dni temu obejrzeliśmy znakomity, naszym zdaniem, film “Norymberga”. To bardzo zbliżony do rzeczywistości obraz finału II Wojny Światowej: zainicjowanego i logistycznie oraz prawniczo przewodzonego przez Amerykanów procesu największych, jeszcze wówczas żyjących, s-synów niemieckiego nazizmu (1945).
Eksponowana jest w filmie postać Hermanna Göringa, który pytany o przyczynę fascynacji narodowym socjalizmem, określał ją jako entuzjazm dla jednego z głównych postulatów Adolfa Hitlera, streszczającego się do mogącego przywoływać różnorakie współczesne skojarzenia zawołania: “Uczyńmy Niemcy znowu wielkimi!”
Od tego czasu, aż do niedawna, można było polegać na pewności co do amerykańskiego wsparcia dla fundamentów humanizmu na których, mimo nieuniknionych zawirowań dziejowych, opiera się Europa.
Zachwianie się w tej pewności w ostatnich kilkunastu miesiącach, które wypromieniowało znad średniej wielkości, acz burzliwego cieku Potomac, jest dla Europy wyzwaniem tak zaskakującym, że musi być też mobilizującym, choćby przez wspomnienie przywołanych wyżej s-synów nazizmu, który nie ma, co widać, barw wyłącznie niemieckich.
Wszystkiego najlepszego w 2026 roku!!!
Może niech będzie trochę nieciekawy?
Uwaga!!!
Hydrotechnicy, czyli Wodziarze, szczególnie Ci, z którymi w nadchodzącym roku będziemy wspólnie czcić …siątą rocznicę podjęcia na PG edukacji upewniającej nas o tym, że woda płynie z góry na dół!
Rozważcie proszę: czy i na ile możliwe jest oddalanie się Marychy od Potomaku?
A co do cieków, czy może raczej cieczy, to przyjmijcie zapewnienie, że normandzki calvados stosuje się do wszelkich zachowań fizycznych, których jesteśmy nauczeni. Do zobaczenia!






















































































































































































































Do Estonii także udała się współcześnie gdańska ekipa KKK, czyli prezentowanego już Czytelnikom przed rokiem, przy okazji wzmianki o spływie na Łotwie, 

jedynego miasteczka jakie spotkaliśmy w estońskich ostępach. Estonia ma najmniej osadów posowieckiej mentalności i stylu życia ze wszystkich krajów bałtyckich; wszędzie jest czysto, porządnie, przyjaźnie, a poza tym – nie ma problemu z dogadaniem się po angielsku lub rosyjsku (bliski fińskiemu język lokalny jest dla przeciętnego przybysza nie do pojęcia).







Przed decydującą bitwą z Estami przyśniło się królowi Waldemarowi II, że z niebios został mu zesłany sztandar przedstawiający biały krzyż na czerwonym tle, z którym w ręku odniósł zwycięstwo.




