2 x Wolne

Domyślacie się zapewne po lekturze poprzedniego wpisu, że w tytule chodzi o Wolne Miasto Gdańsk. Dubeltowy mnożnik przypomina zaś o tym, że status wolnego miasta Gdańsk miał w historii dwukrotnie, o czym napomknę jeszcze później.
Odwiedziliśmy w kwietniu najdalej na wschód i na zachód wysunięte punkty granicy WMG (tego nowszego, z lat 1920 – 1939) w Przebrnie i Połęczynie, spójrzmy więc na czubki wystające w kierunku pozostałych dwóch głównych kierunków róży wiatrów.
Na zdjęciach powyżej – ujście potoku Swelinia, który jest chyba sopockim Kamiennym Potokiem, a w każdym razie – z całą pewnością stanowił w okresie międzywojennym granicę między Wolnym Miastem Gdańsk, a przyznanymi Polsce terenami, na których rychło zaczęła kwitnąć Gdynia.
Łatwe do osiągnięcia piechotą lub rowerem miejsce (najprościej – “Aleją Wisielców” od Grand Hotelu), bywało także punktem granicznym w różnych konfiguracjach odleglejszej miejscowej historii.
O barwnych epizodach i wyjątkowych kuracyjnych klimatach Sopotu napiszę coś niebawem, podobnie jak o fenomenie pobliskiej Gdyni.
Tymczasem wyruszmy na południe. Niedalekie wprawdzie, ale w maju świecące i pachnące połaciami rzepaku, z którego pszczoły robią miód, a ludzie – olej kuchenny i biopaliwa.
Najpewniej dlatego gminna wieś na skraju Żuław nosi brzęczącą nazwę Pszczółki (aczkolwiek w czasach przynależności do Prus, a potem W.M.Gdańska nazywała się Hohenstein – absolutnie bez polotu). 
Z Pszczółek warto zboczyć odrobinę na zachód, dobrą ścieżką rowerową urządzoną na trasie dawnej linii kolejowej, aby po kilku kilometrach i przejechaniu pod autostradą A1 trafić do pradawnego folwarku Żelisławki, szczycącego się nieźle zachowanym pałacem i parkiem, oraz – nieczynną niestety – gorzelnią.

Za Pszczółkami, jadąc na południe wzdłuż drogi krajowej nr 1, mija się kolejny punkt granicy polsko – gdańskiej, będący tuż przed wybuchem wojny miejscem jednego z wielu epizodów prowokacyjno – propagandowych, okupionego śmiercią polskiego żołnierza z lokalnego posterunku. Linia graniczna zmierzała tu w kierunku niedalekiej już Wisły, wzdłuż której biegła na południe, pozostawiając po polskiej stronie Tczew, a po gdańskiej – Żuławy.

Nie da się przejechać Wisły w samym Tczewie, bo zabytkowy stary most jest (na szczęście, bo już się sypał) w remoncie, więc trzeba to zrobić kilka kilometrów za miastem, przez most w Knybawie.
Zbudowany on został na początku wojny jako element autostrady Berlin – Królewiec, o poprowadzenie której przez tereny polskie toczyła się awantura, będąca dla pewnego niewysokiego jegomościa z grzywką i wąsikiem jednym z pretekstów do najazdu na Polskę w 1939 roku.
Pas nośny tego mostu widać na bliższym planie zdjęcia Tczewa, zrobionego z odległych o ponad 10 km w linii prostej Mątowów Wielkich (a może Mątów, lub Mątowych? – pytanie do polonistów), słynnych głównie jako miejsce urodzin błogosławionej/świętej (w zależności od przekonania czczących ją wyznawców) Doroty .

Wąskie i dość kręte, ale puste i dzięki temu przyjazne żuławskie drogi, prowadzą wzdłuż potężnego wiślanego wału w kierunku Białej Góry, mijając po drodze Piekło – wioskę znaną jako mała polska enklawa na pruskich, a potem gdańskich Żuławach. W latach trzydziestych XX wieku stanął tam budynek polskiej szkoły, okazale prezentujący się za polem rzepaku.
Biała Góra to miejsce ciekawe, bo:
1. w XIX wieku powstał tu imponujący zespół śluz, regulujących rozdział wód pomiędzy Wisłę a Nogat w związku z wielowiekowymi zatargami Gdańska i Elbląga w tej sprawie,
2. w średniowieczu funkcjonował tu ważny gród warowny Zantyr, będący zwłaszcza w XIII wieku przedmiotem napaści, obron i transakcji pomiędzy kotłującymi się intensywnie w różnych konfiguracjach plemionami Pruskimi, książętami piastowskimi, książętami pomorskimi, krzyżakami i innymi zakonami, a nawet władcami saskimi czy czeskimi . Nic z tego grodziszcza nie zostało, lecz archeolodzy starają się przynajmniej w miarę dokładnie odtworzyć jego lokalizację i zarysy.
3. w ostatnich latach urządzono w Białej Górze efektowną przystań, zamykającą świetne wodniackie przedsięwzięcie – “Pętlę Żuławską”
4. tu w końcu znajdował się w latach międzywojennych styk trzech granic: polskiej, niemieckiej i Wolnego Miasta Gdańska, będący najdalej na południe położonym punktem tego ostatniego, no i celem naszej wycieczki.

Znalazłszy się spory kawał drogi od domu, postanowiliśmy dołożyć jeszcze trochę kilometrów, aby poprzez przepiękną krainę kiepskich nawierzchni, czyli opisywany już kiedyś na tych niepapierowych łamach Oberland , dotrzeć do miejsca wiążącego się z historią pierwszego z tytułowych Wolnych.
Trzeba było w tym celu przemknąć przez więzienny Sztum, potem Kwidzyn – słynący najdłuższym ponoć na świecie gdaniskiem (czyli murowaną sławojką z prowadzącym do niej korytarzem), czy równie krzyżackie w charakterze kościelno – zamkowych “projektów typowych” Prabuty.

Nawiasem mówiąc to okolice, na których w połowie 1920 roku przeprowadzono wyjątkowo niefortunny dla Polski plebiscyt, wskazujący na wolę przytłaczającej większości mieszkańców pozostania w granicach Prus/Niemiec.
O jeszcze jednej krzyżackiej ciekawostce trzeba wspomnieć: w Przezmarku jest zrujnowany zamek, który z powodzeniem stara się ożywić obecny właściciel.  Pan ów dla uwiarygodnienia przedsięwzięcia dopisał sobie przed polskim nazwiskiem “von”. Warto zajechać i posłuchać entuzjasty!


No i nareszcie docieramy tam, gdzie najpewniej została dopracowana koncepcja pierwszego Wolnego Miasta Gdańska. Cesarz Napoleon, jeden z największych geniuszy politycznych i strategiczno – wojskowych wszechczasów, a co się z tym nieodzownie wiąże – jeden z największych niegodziwców wszechczasów, piorąc Prusów (ale już tych nowożytnych, czyli raczej Prusaków, a w każdym razie – obywateli Królestwa Prus) oraz Rusów w kampanii 1807 roku, zakwaterował wraz z całym dworem w Finckenstein, zwanym obecnie Kamieńcem. (Zwróćcie proszę uwagę, że na ogrodzeniu zrujnowanego pałacu, oprócz przywołującej historię, marmurowej inskrypcji napoleońskiej, widnieje też przywołująca dzień dzisiejszy szmaciana inskrypcja dudowa, zachęcająca miejscową ludność do odnowienia kadencji nominalnego szefa państwa polskiego).

Mały Korsykanin miał podczas tego trwającego od kwietnia do czerwca 1807 pobytu dwa strategiczne cele: spędzić mile czas z Marią Walewską, a w wolnych chwilach – uporządkować według swej wizji sprawy wschodniej Europy. Epizodycznie grywał też w oczko, o czym przypomniał niedawno niezrównany szperacz w dziejach Gdańska i okolic Pan Andrzej Januszajtis, przywołując arcyciekawe pamiętniki Józefa Wybickiego, jednego z karcianych partnerów Jego Cesarskiej Mości. Napoleon wykroił także dwa dni na odwiedzenie zdobytego właśnie przez swoje wojska Gdańska.
Niedługo po tym wydarzeniu podpisany został  pokój w Tylży, którego jednym z ważnych ustaleń było powołanie Wolnego Miasta Gdańska. Żywot tego tworu był wszakże równie nietrwały jak francuskiego cesarstwa i skończył się w myśl postanowień Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku.


Doczytując zapomniane, lub nieznane mi informacje dotyczące dwóch “wolnomiejskich” gdańskich epizodów, łatwo znajduję tak paralele, jak i przeciwstawności obu sytuacji. Z punktu widzenia historycznego laika wyglądają one z grubsza tak:
1. W 1807 roku Francuzi z entuzjazmem umierali za Cesarza, co w opisywanym tu przypadku oznaczało, że również za Gdańsk (podczas oblężenia miasta, a kilka lat później – przy obronie przed jego odbiciem przez Prusaków i Rosjan).
W 1939 roku Francuzi, zobowiązani do pomocy Polsce wobec niemieckiej agresji, demonstrowali pod hasłem “nie chcemy umierać za Gdańsk”. Jak wiadomo Niemcy nie dali im wówczas wiele czasu na demonstracje, najeżdżając Francję niewiele miesięcy po Polsce.
Ciekawą klamrą czasową jest wojskowy cmentarz francuski w Gdańsku, na którym leżą jeńcy z czasu II wojny światowej, a który został urządzony w przypuszczalnym miejscu pochówku żołnierzy napoleońskich, poległych przy zdobywaniu miasta w 1807 roku.

2. Gdańszczanie z dużą niechęcią odnosili się do narzucanego im statusu “Wolnego Miasta”, bo zarówno za Napoleona po traktatach w Tylży, jak i za Ligi Narodów po Traktacie Wersalskim, odczuwali w dotkliwy sposób ekonomiczne i polityczne rezulaty stanu rzeczy. Stąd ich westchnienie ulgi po upadku Napoleona i Kongresie Wiedeńskim (mimo, że później przez sporo lat jeszcze pod władzą pruską w mieście średnio się działo), i wręcz entuzjazm dla wcielenia Gdańska do III Rzeszy we wrześniu 1939 roku.
3. Gdańsk w ciągu tysiąca lat istnienia  był, z uwagi na swoje strategiczne położenie u ujścia Wisły, przedmiotem pożądania sił stanowiących władztwo w tym rejonie, bądź do tego aspirujących. W tym czasie kształtowała się powoli miejscowa społeczność, asymilująca obyczaje i kulturowe zachowania napływających przez wieki najróżniejszych grup ludnościowych, ucierając w końcu unikalną “gdańskość”. Wszystko to działo się w sposób ewolucyjny, choć oczywiście nie wolny od mniej lub bardziej dotkliwych wstrząsów. I nagle ten tysiącletni proces został wskutek niesnasek pomiędzy Berlińczykiem Z Niewielkim Wąsem, a Moskwiczaninem Z Wąsem Sumiastym (aczkolwiek żaden z tych s-synów nie pochodził oryginalnie z wymienionych metropolii) ucięty niemal z dnia na dzień, a Gdańszczanie, którym udało się przeżyć, uciekali pozostawiając za sobą dorobek kilkudziesięciu pokoleń.
Ten sam wir historii osadził tu Nowych, którzy przynieśli to co mieli i znali, i którzy – na szczęście – zaczęli dodawać do tego to, co odgrzebali po swoich poprzednikach.
Wybaczcie parę zdań zadumy, ale my właśnie z tych Nowych, którzy starają się odgrzebywać i dodawać.
4. Ucinam te rozważania, żeby się nie zagalopować i kończę artykuł dwoma limerykami, nawiązującymi do nazw geograficznych, które w nim wystąpiły.
Dzieła te mogą stanowić też wprawkę ortograficzną dla Młodzieży, która w najbliższych dniach, z wirusowym poślizgiem, zacznie zmagać się z egzaminami maturalnymi,oraz tymi kończącymi szkołę podstawową. Kopa w tyłek na szczęście, Kochani!

  • Animator spółki „Srebrna”
    dźgnął piach szpadlem koło Przebrna,
    bo oprócz dwóch wież
    ten myśliciel też
    coś w poprzek Mierzei przedsiębrał
  •  Gdy klawiszowi ze Sztumu
    całkiem zbrakło rozumu,
    to wlazł na słup
    i na dół – duuup!
    przez co wyróżnił się z tłumu

 

Jedno przemyślenie nt. „2 x Wolne”

Dodaj komentarz